
Postanowiłam, że jednak będę pisać, jak mówiłam wcześniej. Pisałam co jakiś czas i zapisywałam to, by teraz złożyć to w jedną całość ukazującą mój tydzień. Czy to się sprawdzi? - Nie wiem. Ale można spróbować.

Poniedziałek, 2 grudnia, 20:53
Uświadomiłam sobie, że czas
strasznie szybko mija. Już grudzień. G-r-u-d-z-i-e-ń. Tak niedawno były
wakacje. Tak niedawno byłam mała. Tak niedawno beztrosko biegałam po
łące z moim ukochanym pieskiem. Wszędzie pisze, że młodzi ludzie szybko
chcą dorosnąć, a gdy są dorosłe marzą o byciu dzieckiem. Ja jestem inna.
Od dawna chciałam zatrzymać czas, nie dorastać. Kolejna cyfra w
kalendarzu napawa mnie strachem. Czas ucieka, a ja nie wiem jak go
zatrzymać. Mój nastrój się nie zmienia, jest dobrze, powiedzmy. Nie
miewam stanów depresyjnych, więc. jest. dobrze. Poniedziałek minął.
Środa, 4 grudnia, 19:28Jest dobrze, a bynajmniej tak właśnie staram się myśleć. Pozytywnie. Nadal wierzę, że będzie dobrze i mam nadzieję, że to nie jest błąd. Wczoraj nic nie napisałam, bo po prostu nie miałam co. Za oknem rano widziałam szron. Nienawidzę śniegu, potarganych włosów, grubego ubierania. Lubię patrzeć na śnieg, lubię czuć zimno, ale nie wtedy, kiedy tego nie chcę. Wkurzające. Najgorsza pora roku to koniec jesieni, kiedy jest ciapa, cała zima i początek wiosny, kiedy trawa jest jeszcze zgniło-brunatna, a pogoda jest nijaka. Dzisiaj upewniłam się w przekonaniu, jak bardzo nienawidzę historii, nienawidzę. Wszystkiego nienawidzę, ah. Właśnie oglądam pogodę i zapowiadają śnieg, oh, proszę, nie.
Środa, 4 grudnia, 21:09Czasem mam tak, że śmieję się przez kilka minut z niczego, a następnie wpatruję się tempo w jeden punkt. Albo płaczę przy słuchaniu muzyki. Moje przewidywania się sprawdziły, pada śnieg.

Piątek, 6 grudnia, 14:06Czasem są takie chwile kiedy odechciewa się żyć. I tak chwila trwa teraz. Obojętność przyjaciół. A potem pytania " co się dzieje? " i te odpowiedzi ze sztucznym uśmiechem przyklejonym do twarzy. To mija, dziękuję, ale to uczucie gdzieś zostaje. Cała sztuka polega na unikaniu takich sytuacji. Ale u mnie nadal występują. Już się polepsza, ale przez chwilę było mi źle. Trzeba wyprzeć to uczucie. Musi się polepszyć, musi.
Piątek, 6 grudnia, 20:26
Łzy. Łzy. Łzy. Nienawidzę mojej mamy. Nie mam siły, chcę chociaż na teraz zniknąć.
Sobota, 7 grudnia, 17:41
Polepszyło się i jest dobrze. Całe szczęście. Wiedziałam,że to minie. Udało się.
Sobota, 7 grudnia, 21:41 (teraz)
Mam nadzieję, że będzie dobrze. Pisząc to z nadzieją patrzę w przyszłość i czekam na kolejny dzień, postaram się do przeżyć. Boję się życia. Ale lepsze to niż śmierć. Trzeba żyć. Chcę poznać przyszłość, a Wy? Nie chcecie? Lepiej się pociąć? Tak jest łatwiej? A może wcale nie macie problemu? To przez kota? Tak? Pierwszym krokiem jest zrozumienie swojego problemu. Potem idzie z górki. Uwierzcie w siebie. Ciężko jest. Ja w siebie nie potrafię uwierzyć, nie mogę, ale wy? Wy możecie! Spróbujcie chociaż raz. Uśmiechnijcie się. Poznajcie świat. Niech wasze życie wreszcie nabierze kolorów. Żyjcie, proszę, zróbcie to dla mnie. Nie piszę tu o niczym konkretnym, żadnym problemie, żadnym uczuciu, ale jestem ciekawa, co wy czujecie? Jak u Was jest?
*wzdycham*
Skoro nie mam weny, nie piszę więcej, pa Aniołki!
"-Co to za rany?
-To kot.
-Chyba raczej kod.
-Jaki?
-Kreskowy kurwa."
Dziękuje za czytanie moich wyrzutów☺
Super blog mądrze piszesz :))
OdpowiedzUsuń